W 2020 roku media obiegły doniesienia o rozbiciu grupy polskich szamanów w czeskich Heřmanicach. Policyjny nalot, aresztowanie Jarosława i Karoliny Kordysów, a następnie surowe wyroki – 8,5 oraz 5,5 roku więzienia za prowadzenie nielegalnego biznesu polegającego na organizacji tzw. ceremonii, podczas których klientom podawano egzotyczny psychodelik – ayahuaskę.
Ayahuasca (czyt. ajałaska) to tradycyjny wywar z amazońskich roślin o silnym działaniu halucynogennym. Ze względu na wysoką zawartość DMT – substancji psychodelicznej wywołującej intensywne wizje i zmiany stanu świadomości – jej posiadanie i podawanie jest w Polsce i Czechach zabronione. Finałem medialnego spektaklu Kordysów było ułaskawienie ich przez czeskiego prezydenta po dwóch latach odsiadki. 🌐
Kurtyna opadła, temat ucichł. Ale czy to na pewno koniec tej historii? W cieniu tego głośnego procesu toczył się drugi – cichy i błyskawiczny, zakończony dyskretnym wyrokiem, o którym nikt nawet w mediach się nie zająknął. Analiza sądowych dokumentów prowadzi do zdumiewających wniosków.
W przygranicznym Janovie funkcjonował drugi, bliźniaczy ayahuaskowy ośrodek, którego współwłaścicielami okazał się miliarder – Michał Kiciński.
Świadek B.
W obszernym i publicznie dostępnym uzasadnieniu wyroku Jarosława Kordysa pojawia się postać świadka Bartosza B. Zgodnie z aktami: 📄
Akta ujawniają również skalę zarzutów wobec Bartosza B.:
Intrygujący fragment dotyczy własności bazy. Dokumenty stwierdzają:
Świadek [Bartosz B.] potwierdził, że w Janovie jest właścicielem jednej dziesiątej nieruchomości.
W Czechach księgi wieczyste są jawne i za niewielką opłatą można pobrać jej historyczny wypis. Pobrany dokument nie pozostawia wątpliwości: w latach 2012–2023 współwłaścicielami ayahuaskowej nieruchomości byli:👁️:
Bartosz Badowski (10%) i Michał Dawid Kiciński (90%)
Drugie imię – Dawid – idealnie wypełnia lukę w zanonimizowanym skrócie Michał D. K.
Wspólnikiem szamana był twórca Wiedźmina – jeden z najbogatszych Polaków.
Na podsłuchu
Przełom w sprawie organizatorów ayahuaskowych ceremonii w 2020 roku nastąpił dzięki policyjnej technice operacyjnej. Telefon Kordysa był na stałym podsłuchu, a funkcjonariusze słuchali na żywo, gdy w dniu 24.08.2020 r. doszło do nerwowej wymiany zdań pomiędzy Badowskim i Kordysym.
Kordys zadzwonił do Badowskiego wyraźnie zaniepokojony wieściami, które do niego dotarły. Bał się, że tragedia, o której huczało w kuluarach, może zniszczyć ich imperium. Sąd w uzasadnieniu wyroku precyzyjnie rekonstruuje ten moment:
W rozmowie pojawia się też wątek zagrożenia ze strony osoby trzeciej – mężczyźni omawiają szantażystę, który chce iść na policję. Kordys wprost pyta wspólnika:
Dla sądu był to koronny dowód na to, że oskarżeni prowadzili nielegalny biznes, a nie działalność duchową – śmierć człowieka była dla nich jedynie psuciem interesów.
Cynizm tej konwersacji sięga zenitu chwilę później. Gdy tylko ustalili strategię uciszenia plotek, natychmiast przeszli do logistyki dostaw narkotyku. Sąd odnotowuje, że zaraz po dywagacjach o śmierci i szantażu, rozmówcy wracają do interesów:
Dla policjantów, którzy słyszeli to w czasie rzeczywistym, przekaz był jasny: w obiekcie mogło dojść do tragedii, a sprawcy martwili się jedynie o ciągłość dostaw.
Zaledwie dwa dni po tym telefonie, 26.08.2020 czescy policjanci weszli do posiadłości w Janovie. Efekty rewizji opisano w wyroku Kordysa:
Podczas policyjnej interwencji zidentyfikowano tam 15 obywateli Polski, którzy mieli brać udział w ceremonii. Wśród nich, stali bywalcy i bliscy znajomi Badowskiego – Krzysztof Stefanek i Magdalena Drzewińska, których obecność w momencie wkroczenia służb ma znaczenie w kontekście późniejszej ich roli w tej historii.
Cena wolności
Kiedy 26 sierpnia 2020 roku czeska policja weszła do posiadłości w Janovie, należącej do Bartosza Badowskiego i miliardera Michał Kiciński, Jarosław Kordys w Heřmanicach wciąż czuł się bezpiecznie. Nie wiedział jeszcze, że zegar zaczął odliczać czas do jego własnej katastrofy. Zaledwie 7 tygodni po cichym nalocie na Badowskiego policja zapukała do Kordysów.
15 października 2020 roku sielankę w ich ośrodku przerwał huk granatów ogłuszających. Czeska jednostka antyterrorystyczna nie bawiła się w półśrodki: zamaskowani funkcjonariusze z długą bronią wdarli się do budynku, rzucając na ziemię przyszłych bohaterów głośnego skandalu.
Co wydarzyło się w ciągu tych niespełna dwóch miesięcy? Odpowiedź kryje się w jednym czeskim terminie prawnym:
Bartosz „Badi” Badowski, wspólnik jednego z najbogatszych Polaków, błyskawicznie zrozumiał swoje położenie. W obliczu zabezpieczonych dowodów – w tym 2 kilogramów substancji z DMT i marihuany – wybrał strategię, która miała uchronić go przed wieloletnim więzieniem. Postanowił kupić sobie wolność.
Ugoda pozwoliła na zamknięcie jego teczki bez wywoływania świadków, co w praktyce oznaczało, że mechanizmy działania janovskiego ośrodka nigdy nie wybrzmiały echem w publicznej debacie, chroniąc Badowskiego przed krzyżowym ogniem pytań i zeznaniami, które mogłyby pogrążyć także jego cichego wspólnika.
Cena wolności Badowskiego okazała się być wysoka dla jego kolegi z branży. Zeznania Badiego były dla prokuratury bezcennym materiałem dowodowym, który pozwolił domknąć łańcuch poszlak w sprawie Kordysów.
Na mocy wyroku z dnia 2 listopada 2021 roku Bartosz Badowski został uznany winnym popełnienia zbrodni niedozwolonej produkcji i innego obchodzenia się ze środkami odurzającymi. 📄
udostępnił uczestnikom do użycia bliżej nieustaloną ilość substancji psychotropowych, a mianowicie tzw. ayahuascę zawierającą dimetylotryptaminę (DMT) oraz tzw. marihuanę zawierającą tetrahydrokannabinol (THC)
przechowywał łącznie 1902,79 grama materiału roślinnego (...), który zawierał łącznie 37,24 grama substancji czynnej dimetylotryptaminy (DMT) oraz 92,29 grama tzw. narkotyku marihuany.
Podczas gdy Jarosław Kordys został skazany na 8,5 roku pozbawienia wolności, Bartosz Badowski, którego sprawa dotyczyła tego samego procederu, tych samych substancji, regionu i czasu trwania działalności, dzięki ugodzie i współpracy z wymiarem sprawiedliwości, zakończył sprawę wyrokiem w zawieszeniu.
Cisza po burzy
Choć Badowski zaprzestał prowadzenia działalności szamańskiej, posiadłość w Janovie nie opustoszała – zamieszkali z nim wspomniani wcześniej Krzysztof Stefanek i Magdalena Drzewińska. Ich obecność u boku Badiego w tamtym czasie rzuca cień na ich późniejszą rolę; nie byli to wszakże niewinni obserwatorzy, lecz ludzie, którzy mimo tego, że sami byli obecni podczas policyjnej interwencji, pozostali lojalni wobec byłego szamana.
Będąc tak blisko Badowskiego, doskonale znali mroczną tajemnicę śmierci Ilony L.-H. Ich decyzja o zamieszkaniu z człowiekiem, który w obliczu tragedii martwił się o ciągłość dostaw, dowodzi, że w pełni akceptowali reguły zmowy milczenia.
Kiciński
W cieniu tych wyroków pozostaje wciąż niewyjaśniona rola cichego wspólnika. Michał Kiciński to nie jest postać, która o ayahuasce jedynie słyszała – on stał się jej nieoficjalnym ambasadorem w polskich mediach głównego nurtu. W licznych wywiadach (m.in. dla Focusa, Newsweeka) z niezwykłą precyzją opisuje on mechanizmy działania psychodelików. Kiciński publicznie opowiada o lekcjach pokory, jakie dała mu medycyna, o spotkaniach z szamanami i o tym, jak napar z dżungli otwiera nową rzeczywistość.
„Po ayahuasce jest szansa na to, żeby sobie nie ściemniać.”
Błąd z Badim
Konfrontacja Michała Kicińskiego z organami ścigania nabrała formalnego kształtu jesienią 2023 roku. 21 września 2023 roku miliarder osobiście odebrał wezwanie do stawiennictwa na przesłuchanie w charakterze świadka. Miało się ono odbyć 18.10.2023. Na wezwaniu czytelnie było napisane, że przesłuchanie będzie dotyczyć Janova.
Reakcja miliardera na zainteresowanie organami ścigania była błyskawiczna. Zwrócił się bezpośrednio do autora zawiadomienia – wysyłając mu wiadomość mailową z propozycją swoistej pokuty. Zamiast wyjaśnień prokuratorskich zaoferował przelew na cel charytatywny, nazywając lata nielegalnego procederu młodzieńczą naiwnością.
Do przesłuchania doszło tydzień przed terminem wskazanym na wezwaniu – 11 października 2023 roku o godzinie 15:00 w Komendzie Rejonowej Policji Warszawa II. W protokole Kiciński przyjmuje linię opartą na braku świadomości co do charakteru działalności prowadzonej w jego posiadłości.
Gdy w toku czynności padło kluczowe pytanie o jego własny udział w ceremoniach ayahuaski w Janovie, odpowiedź była lakoniczna:
W kontekście złożonych zeznań warto zauważyć, że miliarder jest właścicielem luksusowego ośrodka Munay Sonqo w Peru, o którym wielokrotnie wspominał w wywiadach.
W przeciwieństwie do Europy, peruwiańskie prawo zezwala na komercyjne prowadzenie ceremonii z ayahuascą. Ośrodek Kicińskiego do tej pory oferuje tam w pełni jawną i profesjonalną sprzedaż usług o profilu bliźniaczym do tych, które w Czechach są zakazane, co wciąż jest eksponowane na stronie internetowej. 🌐
Fakt, że Kiciński w momencie przesłuchania zarządzał legalnym biznesem ayahuaskowym w Ameryce Południowej, stawia pod znakiem zapytania jego deklarowaną nieświadomość co do profilu działalności w Janovie.
Oto jak współpracę opisuje sam Bartosz Badowski:
Anonimowy filantrop
W listopadzie 2025 roku na kanale YouTube Osada Natury Zew pojawia się nagrany rok wcześniej film, w którym obecny gospodarz, Krzysztof Stefanek, snuje opowieść o powstaniu Osady. W sielskiej scenerii, z uśmiechem na ustach, buduje narrację o cudownym zbiegu okoliczności i tajemniczym dobroczyńcy.
Stefanek wspomina, jak wspólnie z grupą przyjaciół pomagał uporządkować sprawy własnościowe, by obiekt znalazł się w jednych rękach. Kluczowy moment tej opowieści Stefanek datuje z niezwykłą precyzją:
Stefanek przedstawia to jako efekt researchu darczyńcy, który rzekomo urzekła wizja działalności non-profit.
Jednak kalendarz wydarzeń prawnych burzy ten romantyczny mit, ujawniając nerwowy pośpiech w pozbywaniu się gorącego kartofla:
- 📅21 września 2023 r.
Michał Kiciński odbiera wezwanie na przesłuchanie w sprawie Janova. - 📅3 października 2023 r.
Na tydzień przed wizytą na komendzie odkupuje od Bartosza Badowskiego jego 10% udziałów w nieruchomości za 160 tys. złotych. Aby pozbyć się całego ośrodka jednym podpisem, musi najpierw stać się jego jedynym właścicielem.👁️ - 📅11 października 2023 r.
Miliarder staje przed policją. Do protokołu odmawia zeznań na temat swojej przeszłości w tym miejscu. - ⚠️23 października 2023 r.
Zaledwie 12 dni po kłopotliwym przesłuchaniu, gdy formalności własnościowe z Badim są już dopięte, następuje telefon do Stefanka z propozycją oddania majątku wartego miliony za darmo. - 📅21 grudnia 2023 r.
Finał operacji. Kiciński formalnie przekazuje Janov w formie darowizny. Nieruchomość trafia do stowarzyszenia non-profit – fasadowej organizacji krzak, zarządzanej przez ludzi, którzy przez lata byli częścią tego procederu. Miliarder pozbywa się dowodów, a nowi właściciele zyskują bazę do dalszej działalności pod nowym szyldem.
Cynizm tej sytuacji pogłębia fakt, że obdarowani nie byli przypadkowymi entuzjastami ekologii. Krzysztof Stefanek, który w filmie mówi o odwróconej logice i pięknie wolontariatu, i jego konkubina Magdalena Drzewińska w rzeczywistości doskonale znali mroczną historię Janova i tajemnicę śmierci Ilony L.-H. Przyjmując darowiznę, przejmowali nie tylko ziemię, ale i milczenie.
Ostatecznie strategia okazała się skuteczna. Śledztwo umorzono, zanim się zaczęło, a majątek, który mógł podlegać przepadkowi jako narzędzie przestępstwa, został bezpiecznie zaparkowany w stowarzyszeniu. Kiciński pozostał anonimowym filantropem, a Stefanek – opiekunem nowej, czystej osady.
Na tragedii świadomie wzbogacili się ludzie, dla których tuszowanie prawdy stało się fundamentem ich nowej, intratnej rzeczywistości. Pod szyldem organizacji Non profit członkowie Stowarzyszenia Natury Zew żyją z organizacji turnusów wypoczynkowych z cennikiem darowizn zamiast paragonów, okłamując swoich gości i publicznie każdego, kto natrafi na ich sielankowe filmiki. A przecież zadośćuczynienie wszechświatowi miało trafić na hospicjum, a nie na organizację krzak.
Nýdek
Gdyby sprawa dotyczyła tylko jednego miliardera, można by mówić o przypadku lub pechowym doborze najemców. Jednak nieco dalej od Janova, w miejscowości Nýdek, funkcjonował kolejny, bliźniaczy ośrodek. 📸
Relacje świadków wskazują, że w posiadłości w Nýdku odbywały się regularne ceremonie o charakterze zbliżonym do tych u Kordysów i Badowskiego, prowadzone przez Piotra Bonawentura Tracz. Chociaż witryna ośrodka już nie istnieje, archiwum internetu Wayback Machine zachowało zrzuty strony tribunydek.com. Opisy warsztatów jednoznacznie wskazują, że nieruchomość była wykorzystywana do pracy z psychodelikami. 🔍
Skoro wiemy już, czym ten dom był, kluczowym pytaniem staje się: do kogo należał?
Analiza czeskich ksiąg wieczystych przynosi sensacyjne odkrycie. Właścicielem tej kolejnej szamańskiej świątyni – dokładnie w czasie, gdy strona internetowa zapraszała na ceremonie – był drugi z duetu miliarderów stojących za gamingowym gigantem, Marcin Iwiński. Dokumenty urzędowe bezlitośnie łączą jego nazwisko z infrastrukturą, w której odbywał się nielegalny proceder.
Oznacza to, że nie jeden lecz obaj legendarni założyciele CD Projekt, na czeskim pograniczu posiadali nieruchomości, w których odpłatnie oferowano te same nielegalne substancje.
Jeszcze bardziej zastanawiające jest to, co stało się z tą nieruchomością w momencie zagrożenia. Gdy 15.10.2020 roku aresztowano Kordysa, nad środowiskiem zawisło widmo policyjnych nalotów. Dokumenty urzędowe odsłaniają niepokojącą zbieżność dat:
- 📅25 stycznia 2016 r.Marcin Iwiński zakupuje nieruchomość w Nydku za kwotę 5 000 000,00 CZK.👁️Nieruchomość ta służy do organizacji nielegalnych ceremonii z użyciem psychodelików podawanych uczestnikom przez Piotra Tracza.
- 📅15 października 2020 r.
Policyjny szturm na ośrodek Kordysów. W środowisku wybucha panika. - 📅15 czerwca 2021 r.
Marcin Iwiński „sprzedaje” nieruchomości w Nýdek.
Nabywcą luksusowej posiadłości nie został inny inwestor, lecz sam Piotr Tracz – ten sam człowiek, który wcześniej pełnił tam rolę szamana.
Transakcja ta rodzi wątpliwości: w jaki sposób niszowy szaman sfinansował zakup luksusowej willi od jednego z najbogatszych Polaków? Nowy właściciel niemal natychmiast zmienił formalny profil działalności na legalne warsztaty pracy z ciałem. Zbieżność tej sekwencji wydarzeń z darowizną Kicińskiego w Janovie pozwala dostrzec powtarzalny schemat wycofywania się właścicieli z infrastruktury powiązanej z nielegalnym procederem.
WIKTOR B.
9 marca 2026 r. Onet ujawnia opinii publicznej wstrząsające kulisy działalności ośrodka w czeskim Janovie. Dziennikarskie śledztwo koncentruje się na śmierci 54-letniej uczestniczki, Ilony L.-H. 🌐
Według ustaleń Onetu, w czerwcu 2018 roku na farmie w Janovie doszło do tragedii. Podczas nocnej ceremonii z użyciem ayahuaski, kobieta poczuła się fatalnie, zmagając się z silnym bólem i intensywnymi wymiotami. Mimo jej krytycznego stanu, organizator nie wezwał pomocy medycznej. Uczestnikom odebrano wcześniej telefony, co uniemożliwiło im samodzielne zaalarmowanie służb ratunkowych.
Prowadzący obrzęd Wiktor B., brat Bartosza Badowskiego, był tej nocy pod wpływem marihuany. Z relacji świadków wynika, że po śmierci kobiety podjął on natychmiastowe działania mające na celu zatuszowanie incydentu. Nakazał uczestnikom bezzwłocznie opuszczenie ośrodka. Czeskiej policji przedstawił fałszywą wersję wydarzeń, twierdząc, że Ilona L.-H. była jedynie gościem i została znaleziona martwa w łazience nad ranem. Służby początkowo nie nabrały podejrzeń, przyjmując tę relację za wiarygodną.
Jakiś czas po tragicznej nocy Wiktor B. zwołał spotkanie dla straumatyzowanych uczestników fatalnej ceremonii, w którego prowadzeniu pomagała mu jego koleżanka – Joanna N. Przekonano ich wówczas, by dla wspólnego dobra wydarzenia tamtej nocy pozostały tajemnicą.
Przez kolejne lata kłamliwą narrację udawało się skutecznie utrzymywać. O śmierci z przyczyn naturalnych przez długi czas przekonana była nawet najbliższa rodzina Ilony.
Sytuacja uległa zmianie dopiero 6 maja 2024 roku, gdy Prokuratura Okręgowa w Częstochowie wszczęła oficjalne śledztwo w sprawie działalności ośrodka oraz okoliczności śmierci Ilony L.-H. Zaledwie 2 miesiące później, w tajemniczych okolicznościach umiera Wiktor B.
Ciało mężczyzny odnaleziono w magazynie firmy, w której pracował przy montażu szaf serwerowych. Na jego ciele nie stwierdzono widocznych obrażeń wskazujących na użycie siły fizycznej. Mimo że od śmierci Wiktora B. minęło już ponad półtora roku, śledczy wciąż czekają na wyniki badań toksykologicznych, które mają kluczowe znaczenie dla wyjaśnienia, czy w organizmie mężczyzny znajdowały się substancje mogące przyczynić się do jego nagłego odejścia. Z tego względu obecnie śledztwo w sprawie jego tajemniczego zgonu pozostaje zawieszone.🔍